piątek, 28 listopada 2014

016 Obecność

Rozdział 16.


*Nie mogę ci zaufać, gdy od każdego słyszę inną bajkę z Tobą w roli głównej, Louis*


W pomieszczeniu jest cicho. Z łatwością da się usłyszeć głębokie oddechy Nialla, Louisa i Harry’ego, których serce bije w naprawdę zawrotnym tempie. Trudno jest utrzymywać emocje na wodzy.
Każdy z lekką niepewnością patrzy sobie w oczy. Krótkie spojrzenia przyprawiają ich o gęsią skórkę. To walka w której przegrany będzie musiał odezwać się pierwszy.

- Nick powiedział nam o kilku istotnych rzeczach - lekko łamiący się głos irlandczyka rozbrzmiewa w pomieszczeniu. Louis spogląda na Harry’ego.

- Trevor i on połączyli swoje siły i… I teraz ta dwójka szuka cie razem - mówi szatyn, a lokaty niemal wstrzymuje oddech.

Czasami wiara i nadzieja jest wszystkim, co nam pozostało - jak mała iskra, która otrzymuje nas przy życiu - a kiedy ona gaśnie, gaśniemy i my. Tracimy wszystko, łącznie z tą cholerną nadzieją.
- Nie wiem jak to się dzieje, ale teraz nie wystarczy, że damy w zamian Trevorowi broń i wszystko odejdzie w nie pamięć. Tu chodzi o coś więcej - jest Nick i ta sprawa z twoją pracą. Nie wiem, co o tym myśleć. To jakaś chora gra - Louis przechyla się w stronę lokatego, ale ten ani drgnie. - A my jesteśmy marionetkami w ich rękach. Mają w zanadrzu coś, co zaszkodzić może każdemu z nas.
- Chcielibyśmy uniknąć niepotrzebnych niedomówień, dlatego musisz powiedzieć nam absolutnie wszystko o Twojej znajomości z Nickiem - Niall wygląda na smutnego, zupełnie jakby trapiło go kilka istotnych rzeczy na raz. Harry jednak nie odzywa się, a jedynie wpatruje w jego niebieskie oczy. - Proszę - dodaje ciszej irlandczyk, a lokaty przymyka na chwilę powieki. Spogląda na skrawek materiału wystający z jego bluzy, który nagle staje się cholernie interesujący.

- Był miły - mówi w końcu, a Lou niemal krztusi się powietrzem.

- Nick był miły? - pyta dla pewności blondyn, a Harry kiwa głową.

- Na początku wydawało mi się nawet, że z jakiegoś powodu mi współczuje - kontynuuje - Dlatego nigdy nie interesowałem się tą umową. Podpisałem ją, Nick był miły, więc zawracałem sobie tym głowy tylko.. um, klientami - tłumaczy, coraz bardziej zestresowany. Z każdym słowem wydaje mu się, że któryś z chłopaków przerwie mu i niegrzecznie skomentuje to, co ma im do przekazania, jednak jego obawy są nieuzasadnione. Tommo i Niall siedzą w ciszy obserwując jego ręce bawiące się nerwowo nitką.
- Czasami myślałem po prostu, że chce mnie wykorzystać, ale zwalałem to na moje przewrażliwienie. Najtrudniej było pod koniec, gdy Nick przestał liczyć się z moją opinią na temat klientów. Zyskał moje zaufanie, więc nie podejrzewałem niczego, gdy wchodziłem do obcych mieszkań, będąc pewien, że on wcześniej je sprawdził, ale… Zarabiał na tym, że firma zapewniała całkowitą anonimowość i… I teraz już wiem, że obowiązywał także brak jakichkolwiek wymogów. Klienci nie byli przesłuchiwani, nie spowiadali się ze swoich fetyszy i tego, czy mają zamiar kogokolwiek skrzywdzić. To dlatego był tak wysoko. I w umowie to… To wszystko było opisane, ale wtedy nie wiedziałem, co to znaczy - jego ręce pokryte są potem. Nie ma nawet odwagi podnieść wzroku na żadnego z chłopaków.

- Skąd go znasz? - Louis szepce cicho.

- To wszystko przez to, że szukałem szybkiej i dobrze płatnej pracy zamieszczając ogłoszenia w internecie. Umówiłem się z nim, a dopiero na miejscu dowiedziałem się, o co tak naprawdę chodzi - odpowiada, przywołując wspomnienia, a jego ciałem wstrząsają nieprzyjemne dreszcze. Gdyby kiedykolwiek wiedział co wyniknie z tego, czym się zajmował, nigdy by tego nie powtórzył - nigdy nie podpisałby umowy. Nie oddałby swojej duszy Nickowi, bo zdecydowanie można to tak nazwać. Na papierze należy do niego.

- Co dokładnie było w tej umowie? Jakieś szczegóły dopisane drobnymi literkami na samym dole kartki, czy coś innego, co cie zaniepokoiło? - kolejne pytanie, po którym Harry zastanawia się przez chwile.

- Nie wiem - odpowiada w końcu - Wymogi były takie, że Nick miał być traktowany jak *szef*, Bóg z wszystkich Bogów, to kompletnie szalone, ale wtedy nie wydawało mi się to podejrzane - wyznaje, a jego oczy zderzają się ze spojrzeniem Louisa. Jest kompletnie nie obecny.

- Odpowiecie teraz na moje pytania?

Niall przymknął na chwilę oczy, jakby myśląc przez chwilę.
- Okej, okej niech będzie - mówi. Tomlinson jest kompletnie oburzony. Paraliżuje go strach.
- Kim wy tak właściwie jesteście? Gangiem? Złodziejami? - Harry był przygotowany na wszystko, naprawdę. Tkwił po ciemniej stronie miasta już od kilku miesięcy, a kłopoty był po prostu kwestią czasu. Sam się na nie skazał.
- I przede wszystkim… Kim była Perrie? - z trudem udaje mu się zadać to pytanie.

I wraz ze słowami, wychodzącymi spomiędzy jego warg, Louis gwałtownie wstaje i wychodzi z pokoju. Zupełnie jakby wiedział, że nie ma zamiaru odpowiadać na to pytanie. Nie czuje też obawy przed Niall’em, bo prawdę zna tylko on i Zayn - irlandczyk jest tylko pionkiem w tej chorej grze. Tu nie ma miejsca na przyjaźnie i jakiekolwiek skrupuły.

*Tu nie ma miejsca na jakiekolwiek reguły*

- Louis, do cholery, chcesz współpracować, czy nie?! - Niall zrywa się z miejsca, ale jest już za późno. Drzwi zamykają się - Kurwa mać! - jego ręka zderza się ze ścianą, a Harry niemal podsakuje. Zaczyna zachowywać się jak pieprzona ciota, wciąż nie mogąc przyzwyczaić się do ich ciągłych wybuchów.

- J-ja… Wrócę do, um, Gem… - zaczyna, ale Niall natychmiast mu przerywa.

- Czekaj - rozkazuje - Wyjaśnijmy sobie kilka rzeczy. Nie jesteśmy w żadnym gangu - przynajmniej nie uważamy się za takowy, ale… - słowa blondyna zostają stłumione przez Liama, wpadające go pokoju. Jego twarz jest czerwona, a ruchy szybkie i niechlujne. W pośpiechu ubiera na siebie kurtkę.
- Co, do cholery?!

- Ubieraj się! Mamy kontakt z… J-Joe - krzyczy, a cała sytuacja zdecydowanie zaczęła go przerastać.
Niall natychmiast podnosi się, a Harry nadal stoi tam będąc całkowicie sparaliżowanym.

- Co z Gemmą? - jaką się, kompletnie nie wiedząc co powinien zrobić.
Niall przenosi swój wzrok na Liama.

- Nie… Nie możecie jechać z nami, Harry - mówi Liam lekko łamiącym się głosem, bo po wszystkich minionych wydarzeniach informacja, że zostaje sam, może być czymś ciężkim do pojęcia. W momencie w którym potrzebuje ich najbardziej, oni odchodzą. A on znowu zachowuje się jak… Właśnie tak. Jak on - typowy, strachliwy on. Wie, że Louis tego nienawidzi.

- To zbyt niebezpieczne - dodaje.

- W porządku - stara się wyglądać, jakby nie robiło to na nim wrażenia.
- Liam, ktoś musi z nimi zostać - Niall szybko reaguje na nierozsądną decyzje jego przyjaciela. W jego głosie nie ma jednak za grosz przekonania.

- Dobra cholera, dobra! Zapytam, czy ludzie od Ed dadzą radę przyjechać. Harry, błagam, idźcie wreszcie spać, wszystko będzie w porządku.


*



Harry sam dziwiłby się sobie, gdyby udało mu się zasnąć. Gemma śpi od trzydziestu minut, a Harry siedzi w salonie z kawą w ręku, pomimo, że już dawno wybiła dwudziesta trzecia. Biorąc pod uwagę to, czego dowiedział się od Liama, za chwilę będzie tu ich kilku przyjaciół, przy których na pewno będzie bezpieczny, ale teraz sam nie wie, czy tego chce. Czuje się niekomfortowo z tym, że przez cały czas potrzebuje opieki, ale zdaje sobie sprawę z tego, że sam nie dałby rady.
Czas ciągnie się nie miłosiernie, a on sam nie ma już nawet ochoty na spokojnie siedzenie w salonie. Czuje nieodpartą ochotę na zabranie sprawy w swoje ręce. Brzmi to tandetnie i beznadziejnie, skoro nie umie nawet poprawnie trzymać broni, ale nie umie tego powstrzymać. Wstaje z kanapy, rozglądając się po salonie. Czy znajduje się tutaj coś podejrzanego? Powinien zacząć od tego właśnie miejsca?

Na stole znajduje swój telefon, który chowa do kieszeni, uznając, że może sobie na to pozwolić. Zastanawia się ile ma czasu i kiedy zjawią się znajomi chłopaków, ale to jedynie przez kilka chwil zajmuje jego myśli.

Nie powinien tropić. Najrozsądniej byłoby zaufać chłopakom, ale chęć zdobycia jakichkolwiek informacji jest ogromna. Zdecydowanie większa niż świadomość konsekwencji, jakie może ponieść, chociaż nie do końca wie na co mógłby liczyć.
Zdaje się na swój instynkt i podąża korytarzem na końcu którego znajduje się łazienka i drzwi do pomieszczenia, o którym nie miał pojęcia. Niepewnie naciska klamkę, wchodzi do środka, po czym zatrzaskuje je zaraz za swoimi plecami.
Odnajduje włącznik światła i niemal śmieje się sam z siebie, dostrzegając zwykłą spiżarnię. Biorąc pod uwagę mieszkających tu ludzi - nawet, jeśli zajmowali się tym, czym się zajmowali - wciąż mieli żołądki i na pewno lubili dobrze zjeść.
Odwrócił się do wyjścia i powędrował do łazienki za potrzebą. Nie minęły dwie minuty, gdy ponownie znalazł się w salonie. Niespodziewanie, drzwi zaskrzypiały a serce niemal utknęło mu w gardle.

- Um, jest tu kto? - usłyszał z korytarza, dlatego lekko wahając się, podszedł w owe miejsce. W holu stał blond włosy chłopak z kolczykiem we brwi i uchu, podejrzanie spoglądając na lokatego. To musiał być znajomy chłopców. Cóż, Harry spodziewał się jakiejś niebezpiecznej grupy punk’ów, ale los lubi go zaskakiwać.

- Jestem Michael - skwitował, podając mu rękę.

- Harry - wysila się na krótki uśmiech.

- Zgaduję, że to ty jesteś… Um, przyjacielem Louisa i Nialla, tak? - Michael wchodzi do salonu, jakby dobrze znał to miejsce. Siada na jednej z kanap, a Harry nagle znajduje się obok niego. Nadarza się okazja do wyciągnięcia nowych informacji.

- Tak - odpowiada - Długo znasz Lou?
Mikey wygląda na rozbawionego. Tak, jakby lata miały tutaj jakiekolwiek znaczenie - Dwa, może trzy lata.

- Oh.. - więc zapewne wiedział więcej niż Harry.

- Nie chcę być wścibski, ale jak udało ci się zaprzyjaźnić z Louisem? - blondyn odzywa się po chwili. Styles nie chce być niegrzeczny, bo przed chwilą to on zadał pytanie, dlatego decyduje się odpowiedzieć zgodnie z prawdą.

- Cóż… - nie jest do końca pewien, czy powinien, ale ostatecznie robi to - Louis był fałszywym nauczycielem w mojej szkole - odpowiada. Michael wygląda na niewzruszonego.

- Ah, Malik coś mi o To… - gryzie się w język - Z resztą nie ważne - dodaje.

Harry miał zamiar włączyć telewizor, ale coś przykuwa jego uwagę. Michael nagle staje się spięty i… Oh, cholera, on musi coś wiedzieć!

- Coś nie tak? - pyta Harry, a chłopak obok wzdycha.

- Wiem, co dzieje się z takimi jak ty - mówi, a po plecach lokatego przebiegają nieprzyjemne dreszcze.

- To znaczy?

- Wszystkich, których Louis chciał bronić… Nie żyją.


*


Louis przyłożył broń do skroni chłopaka, kierując się złością i rozczarowaniem. Powoli, prawie bezgłośnie wyszeptał do jego ucha:

- Mów, albo zginiesz - jego palec gotowy był, by odpalić pistolet. Dotykał spustu.
Doskonale słyszał szybki oddech Nialla za swoimi plecami. Tylko on jeden nie był przyzwyczajony do tego typu sytuacji - zawsze był przeciwny używaniu broni do zastraszania, ale jego zdanie nie zmieniało niczego konkretnego w zachowaniu Louisa i Zayna, który od śmierci Perrie zmienił się w cichego zabójce. Właściwie Niall nie wie, czy zabijał ludzi - był świadkiem kilku postrzeleń, ale nie wie, czy ktokolwiek zginął z rąk Mulat. Jest za to pewien, że Louis właśnie przez niego przeżył tak ogromną przemiane.

- I tak mnie zabijesz - stwierdził pewnie Joe. To nie zdawało się wytrącić Louisa z równowagi. Naprawdę mógł zabić, ale… Nie dziś.

- Jeśli się nie wymkniesz, nie zabiję cie. - odpowiada - A teraz mów co planuje Trevor i po jaką cholerę znowu u niego byłeś!

Pomimo okrutniej zdrady jaką zafundował im Joe, chłopcy nie chcieli go likwidować - miał dostęp do wielu cennych informacji i wystarczyło przyprzeć do muru, by cokolwiek powiedział. Zbłądził, ale dostał kolejną szanse, gdy został namierzony.
Liam podchodzi do krzesła, na którym siedzi ich dawny przyjaciel, po czym macha przed jego oczami sporymi, metalowymi gwoździami. Joe przełyka ślinę.
Przenosi wzrok na Zayna, który uśmiecha się złowieszczo, gasząc papierosa na jego przedramieniu. Napina się, a żyły niemal wyskakują mu spod skóry. Czuje na swojej głowie zimny metal.
- Dobrze, już dobrze, tylko zabierz tą spluwę! - krzyczy, pełen strachu. Jego ciemne oczy są przepełnione łzami a pewność siebie skryła się za plecami.
Louis odrywa pistolet od jego skroni.

- Współpracuje z Nickiem Grimmshawem - odpowiada. Wszyscy wyglądają na zniecierpliwionych.

- Wiesz coś jeszcze? - pyta Liam, a chłopak przełyka gulę tkwiącą w jego gardle.

- Mówił coś o kasie, jaką mu wisicie za broń sprzedawaną przez was na jego terenie. Wspominał też o jakiejś Gemmie. Dał mi jej zdjęcie i kazał znaleźć w jakimkolwiek przedszkolu czy coś, ale na Boga, ona miała jakieś pięć lat - tłumaczy, a wszyscy drętwieją, bo nie ma wątpliwości co do tego, że plan współpracy Trevora i Nicka został już wcielony w życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz