poniedziałek, 22 grudnia 2014

019 Obecność

Rozdział 19.

*Jestem gotów, by tak po prostu, oddać ci mój każdy, najzwyklejszy dzień*

- Gdzie jest Louis!? - Harry krzyczy zdesperowany, pchając Malika na jedną ze ściań budynku. Minęło kilka minut odkąd dotarł do wskazanej kamienicy, ale kiedy wreszcie to zrobił, Louisa nie było w pobliżu.
A Zayn po prostu nie chce współpracować.

- Uspokój się, do cholery! - Mulat posyła mu groźne spojrzenie, ale nie rzuca się na niego, jak podejrzewał, że zrobi - Zszedł na dół, żeby znaleźć Michaela, który miał tu czekać, ale najwidoczniej coś poszło nie tak - warknął ostatecznie, szarpiąc końcówki swoich włosów. Odszedł od niego na parę kroków, wyglądając przez nie wielkie okno na klatce schodowej.

- Nie mogłeś sam tego zrobić? - Harry zapytał wściekły - Myślę, że masz już dość ofiar, racja?

- Kurwa, nie bądź taki pyskaty - Zayn splunął - Myślisz, że mi na nim zależy?

Harry uniósł swoje brwi ku górze - A nie?

- Jasne, że nie - prychnął.

- A ja myślę, że tak. Tylko sam nie chcesz tego przyznać - odparł lokaty. Wstał ze schodów, po czym zaczął kierować się do wyjścia z kamienicy.

- Czekaj. Gdzie idziesz? - ciemnooki zatrzymał go w pół kroku.

- Poszukać Louisa, to chyba oczywiste - warknął w odpowiedzi. Uśmiechnął się pod nosem, gdy zobaczył, że Malik podąża za nim.

Zależało mu.

- Więc, jak układa ci się z Louisem? - Zayn zapytał, gdy spokojnym krokiem odchodzili jak najdalej od kamienicy. Harry prychnął zirytowany.

- Układa? Co to ma znaczyć?

- Nie wmówisz mi, że jeszcze się nie pieprzyliście - tym razem to na twarz Mulata wkradł się uśmieszek.

- Palant - Harry mruknął pod nosem - O co ci chodzi, hm? Najpierw udajesz, że nic cie nie rusza, a teraz jesteś wścibski - zauważając, że Zayn niczego nie skomentował, kontynuuje:
- Zastanów się nad sobą, koleś. Mścisz się na nim za śmie...

Harry poczuł przeszywający ból w ramionach, a zaraz także i w plecach, przez co przymknął gwałtownie oczy, a gdy ponownie je otworzył, ujrzał dyszącego Malika przy sobie. Jego oczy wywiercały dziure w jego zielonych tęczówkach, a palce wbijały się w odkryte ramiona.

- Nie waż się kończyć tego zdania - warknął zirytowany, pchając go bardziej na ściane za jego plecami - Chciałem tylko wiedzieć, kogo ten dupek posuwa, to wszys-

- Nie jesteś taki - Harry przerywa mu.

- Co? - Malik wygląda na zupełnie zdezorientowanego.

- Boże, spójrz tylko na siebie. Założę się, że wcale tak nie myślisz. Grasz takiego kutasa, bo tak jest po prostu łatwiej - lokaty klasnąłby w dłonie, gdyby nie przytrzymujący go Zayn, gdy dostrzegł w jego oczach cień niepewności. Trafił w samo sedno jego skamieniałego serca. Jednak nie miał pojęcia, że Malik tego nienawidzi.

- Pierdolisz głupoty! - gwałtownie sięgnął ręką w stronę swojego pasa, wyciągając ze spodni broń, która szybko znalazła się przy głowie lokatego.

Więc był tu, a czas niemal stanął w miejscu, gdy uświadomił sobie, że zimny metal dotyka jego skroni. Z ledwością opierał się o mur, o którego istnieniu prawie zapomniał. W oczach Zayna tańczyły niebezpieczne iskierki, które sprawiały, że jego żołądek skręcał się.
Rozpętał prawdziwe piekło, w którego centrum właśnie się znajduje i zdaje się, że żaden archanioł nie jest w stanie go ocalić.
Czy to tak miał umrzeć? Nie dane mu było nawet odpowiedzieć na to pytanie.

- Malik, do cholery! - to był głos, którego potrzebował. Nie śmiał ruszyć głową, by zobaczyć, czy aby to na pewno był Louis, ale kiedy ręce Zayna zniknęły, był pewien, że się nie przesłyszał. Do cholery, on oszalał.
- Co ty robisz, Zayn!? - Louis postawił go przed sobą, mocno ściskając jego ramiona. Potrząsnął nim energicznie, kiedy nie odpowiedział. - Ja pierdole, Zayn, odpowiedz do cholery! - to był chyba pierwszy raz, kiedy na niego krzyczał. Po śmierci Perrie nie śmiał tego robić, ale teraz... Boże, on chciał skrzywdzić Harry'ego.

- Nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj! - Malik warknął niespodziewanie - Ty i ten Twój dzieciak! - splunął po czym oddalił się w zupełnie przeciwną stronę, kopiąc nogą kilka kamieni. Louis westchnął, odwracając się do zielonookiego. W jego oczach zaczęły pojawiać się łzy.

- H-Harry, kochanie, n-nie płacz... Hej, skarbie - szatyn natychhmiast pojawił się przy nim, badając jego bladą twarz opuszkami palców, jakby sprawdzał, czy wszystko w porządku.
- Spójrz na mnie - uniósł jego podbródek, spoglądając prosto w mocno zielone oczka, które były teraz całkowicie zasłonione łzami.

- L-Louis, musisz mi powiedzieć - załkał - Proszę, Louis.

- To nie jest takie proste, j-ja...

Harry niespodziewanie przylgnął do jego ciała, obejmując go mocno rękami, jakby bał się, że on także odejdzie. Potrzebował, tak desperacko go potrzebował, że nie radził sobie już z tym uczuciem.

- Pojedziemy na obiad do jakiejś restauracji, dobrze? I wszystko ci wyjaśnie - zaproponował Louis. To było tak zwyczajne i tak banalne, że Harry niemal klasnął w dłonie.

*

- Mogę chwycić cie za rękę? - szepnął Harry tuż przy jego uchu, gdy wysiedli z samochodu, który wcześniej przygotował im Michael. Louis siknął głową, nie mogąc zetrzeć uśmiechu z twarzy, gdy poczuł ciepłą, dużą dłoń oplatającą jego.

- Jesteś taki ciepły - wymruczał LouLou, na co Harry zaśmiał się.

- Jest czerwiec, Lou - odpowiedział,wzruszając ramiona.

Czy mógł wymarzyć sobie coś lepszego? Szli na obiad, wesoło trzymając swoje dłonie. Nie zastanawiali się czy któryś z nich zrobił coś złego. Harry nie myślał o tym, że Louis kogoś zabił i handlował bronią. Louis nie pamiętał już, że lokaty był tym, który oddawał swoje ciało za pieniądze. Wszelkie bariery zostały zatarte - nie myśleli o tym, że są ścigani, nie istniały żadne konsekwencje. Po prostu byli - trwali tu, ściskając swoje dłoni jak normalni nastolatkowie.

Restauracji wykończona była w stylu lat 70. Kilka neonów, czerwone stoliki i czarno-białe kafelki ułożone na wzór szachownicy, idealnie wpasowywały się w to miejsce. Z głośników dobiegały dźwięk starych piosenek Elvisa i The Beach Boys. Nic, naprawdę nic, nie mogło być bardziej zwyczajne i realne.

- Co zamawiasz? - zapytał Louis, spoglądając na Harry'ego, który wlepiał swój wzrok w menu.

- Hm, prawdopodobnie omleta - odpowiedział po chwili zastanowienia.

- W takim razie ja też.

To było jednych z tych miejsc, gdzie kelnerka była seksowną pin-up, która starała się przymilić do klientów, dlatego Louisa naprawdę nie zdziwiło, gdy jedna z opisanych pań podeszła do ich stolika, by odebrać zamówienie. Miała na sobie czerwoną sukienkę w białe kropki i fartuch, a jej mocno czerwone ustach wykrzywionw były w przemiłym uśmiechu. Jak przystało na prawdziwą pin-up, miała też czarne kreski na powiekach i wysoko postawione włosy. Z uwagą wysłuchała Tomlinsona i odeszła od stolika, zostawiając za sobą kompletnie oszołomionego Harry'ego. Zamrugał kilka razy oczami, bo - cholera - ta dziewczyna była gorąca.
Louis posłał mu jedno, krótkie spojrzenie, nie pozwalając sobie nawet na mały uśmieszek.

- Um, wszystko okej? - Harry uniósł dłoń, by złapać nią rękę Louisa, ale ten skutecznie tego uniknął.

- Ta, pewnie - Louis był zazdrosny. Cholera, może nie miał ogromnych piersi, nie nosił sukienek, nie malował się i co najważniejsze - miał penisa, ale zdawało się, że Harry'emu to nie przeszkadzało.

- Oh - zielonooki oparł się o swoje krzesło, po czym uśmiechnął się triumfalnie. To jasne, że Tommo był cholernym zazdrośnikiem. To zabawne jak szybko ich życie znowu przypominało serial dla przeciętnych nastolatków.
- Ta laska była gorącą - wyznał lokaty złośliwie, przez co niebieskooki zacisnął usta - Widziałeś jej ogromn-

- Wystarczy - syknął - Powiedz lepiej co chcesz wiedzieć, tak?

Wow, Harry zupełnie stracił zainteresowanie drażnieniem chłopaka, wiercąc się na krześle, gdy uświadomił sobie, że naprawdę był gotów na odpowiedzenie na jego pytania.

- Coż, okej - oparł swoje ręce na stoliku, podtrzymując na nich głowę, po czym zamrugał - Dlaczego Perrie nie żyje?

Louis przełknął ślinę, bo nie powinien się zgadzać na te głupstwa, a jednak zrobił to i teraz... Teraz nie mógł się wycofać.

- Była dziewczyną Zayna, a równocześnie naszą najlepszą przyjaciółką, um, wiesz.. należała do grupy tych osób, które po prostu zawsze służą pomocą i nie da się ich nie lubić - Lou zaśmiał się smutno, rozdrapując stare rany - Zayn dopiero zaczynał z handlem bronią i narkotykami, ale ja nie chciałem dać się w to wkręcić. Więc, gdy zaproponował mi spółkę, powiedziałem, że mogę wykonać kilka łatwych spraw i tyle. Okazało się jednak, że to wcale nie jest takie proste. Coś poszło nie tak i Zayn tracił pieniądze, a Pezz żeby go ratować zaczęła wychodzić wieczorami i... Boże, dobrze wiedziałem jak zarabiała.

Głos Louisa załamał się lekko, ale szybko wstrzymał płacz, gdy pod jego nos został podsunięty talerz z omletami. Harry zabrał się za jedzenie, mimo to, nie spuszczając wzroku z chłopaka. Niemo prosił, by kontynuował.

- Malik zaczął na mnie naciskać i prosić, żebym mu pomógł, ale widziałem co się z nimi działo. Ten handel rujnował im życie, rozumiesz? Jakoś po miesiącu wszystko nagle zaczeło się stabilizować i nikt w zasadzie nie wie do dzisiaj, co było tego przyczyną. - Louis kontrolował wzrokiem rekacje Harry'ego, którego brwi były teraz zacisnięte, przez co na jego czole pojawiły się zmarszczki.
- Wieczorem, gdy Perrie wracała z pracy, oczywiście normalnej, bo z prostytuacją skończyła po kilku tygodniach, miałem po nią przyjechać. Zayn kilkakrotnie prosił mnie, żebym uważał i... On wtedy już o czymś wiedział. Podejrzewam, że mógł kogoś wrobić, przez co odzyskał kasę, ale ten ktoś próbował się później zemścić i postanowił uderzyć w Perrie. J-ja nie wiem... Nie wiem, co się ze mną stało, ale nie umiałem stawić im czoła... Napadli na nas w samochodzie na jakiejś ulicy, było trochę tłoczno i kilka aut miało kolizję i-i.. Było ich pięciu, a nas tylko dwoje. Zastrzelili Edwards, a mnie pobili i zostawili zakrwawionego. - Louis przerwał, gwałtownie wciągając powietrze - Boże, gdyby pomógł Malikowi, gdybym tylko postarał się rozwiązać to wszystko, P-Perrie żyłaby, rozumiesz? To ja ją zabiłem. Ja i mój pieprzony strach, którego tak cholernie nienawidzę!

Harry nie powiedział nic, ale teraz wszystko zaczęło układać się w jedną całość. Strach, przez który Louis nie dawał mu spokoju, był wynikiem obwiniania samego siebie. Tommo od czasu feralnego wypadku nienawidził wszelakich lęków, które go stopowały.

- Teraz pomagam Zaynowi, bo wiem, że mam wobec niego dług. To ja powinienem leżwć teraz głebo-

- Louis - Harry gwałtownie przerwał mu, nie chcąc by kończył to zdanie - To nie jest twoja wina, rozumiesz?

- Pieprzysz - prychnął - Mówisz tak, bo chcesz mnie pocieszyć. Nie ważne, pytaj dalej.

Coż, Harry nie miał teraz żadnego pomysłu. Jego głowa była praktycznie pusta, wszystko wyparowało, nie zostawiając po sobie niczego.

- Jaki jest Twój ulubiony kolor? - zapytał po chwili, a twarz Louisa wykrzywiła się w zaskoczeniu.

- Co?

- Pytam, jaki jest Twój ulubiony kolor. Nigdy nie miałem szansy, żeby zapytać o te wszystkie małe rzeczy.

- Oh...

- Więc?

- Zielony.

*

Okej, wiem, że po miesiącu prawdopodobnie nikt nie pamięta już o tym ff, ale jejku, oddałam się pisaniu VIOMH (na wattpadzie) i cóż, kompletnie nie miałam czasu na to ff. Podobnie było z moją weną i naprawdę nie wiem, jak wszystko dalej się potoczy. W każdym bądź razie - będzie mi miło, jeśli ktokolwiek jeszcze pamięta o tym ff i da znać, że przeczytał.

8 komentarzy:

  1. Będe szczera, nie komentowałam i nie czytałam chyba od 16 rozdziału. Nie wiem do końca czemu, po prostu tak się stało. Teraz nadrobiłam zaległości i wcześniejsza ekscytacja wróciła. Twoje opowiadajia nawet po długiej przerwie zostają w pamięci i po prostu zostają razem z uczuciami. Jeszcze bardziej chce wiedzieć co będzie dalej, wiele spraw się wyjaśniło; o co chodziło z Parrie, powiązanie międzi Nickiem a Trevorem, relacje Malika z Tomlinsonem, dlaczego Louis był nauczycielem.. najpewniej jeszcze więcej ale to tylko przykłady.
    Twoje dzieła wciągają. Twój styl pisania wcziąga. Ty wciągasz. Wiem że się powtarzam ale co mogę poradzić? Piszesz cudownie i świetnie się to czyta. Każdy znajdzie swój ulubiony wątek, ulubionego bohatera, genialne.
    Jak zaczęłam nadrabiać rozdziały, myślałam, że nie uda mi się napisać komentarza. Potem stwierdziłam że ewentualnie będzie krótki. A teraz okazuje się że nie jest taki mały. Razem z moim powrotem do czytania wróciły chyba moje zdolności do pisania jakichkolwkek komentarzy. To jest magia. Po prostu magia. Cieszę się także że ukończyłaś one shoty! Gratuluję biorąc pod uwagę ile ich było to musiało byç wyzwanie :D
    No doba nie przedłużam, mam nadzieję że jeszcze napiszesz bo chciałabym się dowiedzieć przede wszystkim czy Louis i Harry będą w szczęśliwym związku, czy wszyscy się zaprzyjaźnią, co z 'gangiem' i co będzie z chujem Nickiem i Trevorem.
    Życzę Ci od razu wesołych świąt i szalonego nowego roku!! No i ujawnienia Larry'ego oczywiście :D ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeeeeej! Czekałam na ten rozdział. Myślałam że porzuciłaś to opowiadanie. Kocham Cię <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja /starsza młodzież / czytam i czekam na cd.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytam od pierwszego rozdziału i nadal czekam na z niecierpliwością na następny! Cudownie piszesz <3

    OdpowiedzUsuń
  5. rozdział cudowny jak wszystkie <3 kocham to opowiadanie <3 wszyscy czekamy na następny :( <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Dodaj następny :( Prooooooooooszę

    OdpowiedzUsuń
  7. halo halo halo?

    OdpowiedzUsuń
  8. Czkamy niecierpliwie na następny rozdział! <3
    Maddie i Cassie, wpadnij do nas! DUŻO LARREGO.
    http://opsswallowhi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń